Siateczka czerwonych niteczek wokół nosa nikomu nie dodaje urody. Najskuteczniej można się z nimi rozprawić w gabinecie medycyny estetycznej. Właśnie teraz jest najlepsza pora, by poddać się takiemu zabiegowi
Wczesna wiosna lub jesień to najbardziej dogodne momenty, by poddać się laserowemu zabiegowi usuwania naczynek. Można zrobić to także zimą, pod warunkiem, że nie ma zbyt dużego mrozu. Kuracja przyniesie bowiem dobre rezultaty tylko wtedy, gdy naczynka nie będą narażone na gwałtowne różnice temperatury oraz silne promieniowanie słoneczne, takie jakie zdarza się latem albo zimą na górskim stoku. Dzięki temu nie ma ryzyka powstania przebarwień czy podrażnień i narażenia delikatnej cery naczynkowej na tworzenie się kolejnych czerwonych niteczek. Jeżeli naczynka są małe i nieliczne, wystarczy jeden seans, by się ich pozbyć. Gdy twarz jest od nich aż zarumieniona, potrzebna będzie seria zabiegów powtarzanych zwykle co 3-6 tygodni. Taki odstęp czasu między jednym a drugim seansem jest potrzebny, by skóra "doszła do siebie" po ingerencji lasera. Usuwanie naczynek jest jednym z tych zabiegów, do których nie trzeba się w szczególny sposób przygotowywać. Nie trwa też długo: zwykle od 2 do 15 minut. Promieniowanie na miarę Przed zabiegiem lekarz oczyszcza twarz mleczkiem i tonikiem, by zmyć makijaż, a następnie bardzo dokładnie ogląda skórę, ocenia ilość i wielkość naczyń, potem wprowadza te dane do komputera i ustala długość oraz głębokość wiązki światła lasera, którym będzie usuwał naczynka. To indywidualne podejście do każdej pacjentki gwarantuje skuteczność zabiegu. Do leczenia rozszerzonych naczynek używa się dwóch rodzajów lasera: neodymowo-yagowego i barwnikowego pulsującego. Każde urządzenie złożone jest z komputera (do którego wprowadza się odpowiednie informacje) i głowicy połączonej z nim gumową rurą. Różnica między typami lasera polega na długości i zakresie wy-twarzanego promieniowana. Głębiej działa laser neodymowy (ma też większą głowicę), a wiązka światła jest o kilka ułamków sekundy dłuższa. Dlatego ten typ urządzenia wykorzystuje się przy głębokich naczyniach, na dużych powierzchniach, np. na policzkach. Laser barwnikowy pulsujący jest z kolei najskuteczniejszy przy płytko położonych naczynkach wokół nosa czy na dekolcie. Rezultaty ich działania są jednak takie same - wytwarzana w laserze wiązka światła rozrywa uszkodzone naczynko, które w ciągu 4?14 dni od zabiegu zostaje wchłonięte przez otaczające go tkanki, a cera odzyskuje ładny, zdrowy koloryt. Ze znieczuleniem lub bez Kiedy promeń lasera dociera do skóry, czujemy lekkie ukłucie. Nie jest to przyjemne, na szczęście trwa tylko chwilę. Jeśli jednak kobieta obawia się bólu, może poprosić lekarza o posmarowanie twarzy znieczulającym kremem Emla. Zwykle robi się to 40-60 minut przed seansem. Przed zabiegiem lekarz zakłada pacjentce ochronne, przyciemniane okulary, które zabezpieczają oczy przed odbitym światłem laserowym, które mogłoby je uszkodzić (sam nakłada podobne). Następnie przysuwa głowicę lasera do twarzy - na odległość 1 cm w wypadku neodymowego, a na ok. 5 cm, jeśli używa barwnikowego - namierza naczynko i "strzela" wiązką światła. Różnica jest w sposobie chłodzenia skóry w trakcie usuwania rozszerzonych naczynek. W głowicy lasera barwnikowego umieszczona jest cienka metalowa rurka, z której tuż przed wyemitowaniem wiązki światła wypuszczany jest strumień zimnego powietrza, który schładza skórę i zmniejsza jej wrażliwość na ból. Urządzenie neodymowe nie ma takiej rurki. Przed zabiegiem smaruje się skórę chłodzącym żelem. Nie stosuje się go jednak, jeśli twarz została wcześniej znieczulona kremem Emla. Usuwanie naczynek nie jest tanie: 300 zł kosztuje pozbycie się pajączków na nosie, a 400-500 zł na policzkach. Szybki powrót do formy Tuż po zabiegu miejsca poddane laseroterapii smaruje się specjalnym preparatem z witaminą K, uszczelniającą naczynka i zapobiegającą powstawaniu zasinień skóry. Można go kupić w aptece lub niektórych gabinetach kosmetycznych oraz dermatologicznych. Dobrze jest stosować go przez co najmniej dwa tygodnie, bo choć drobniutkich siniaczków nie da się całkowicie uniknąć, dzięki temu będą mniejsze i łatwo je zatuszować mocno kryjącym podkładem. Utrzymują się one zwykle około tygodnia, choć u niektórych kobiet znikają dopiero po kilkunastu dniach. Gdy zbledną zasinienia, po rozszerzonych naczynkach również nie powinien zostać ślad. Zaraz po seansie, przez dwie godziny, skóra może też nieco boleć i swędzieć. Po zabiegu twarz należy oczyszczać mleczkiem lub wodą przegotowaną i łagodnym żelem albo pianką do mycia twarzy. Przez miesiąc przed wyjściem z domu skórę trzeba smarować kremem ochronnym z filtrami UV o faktorze powyżej 60, żeby nie powstały przebarwienia, wieczorem zaś wklepywać mocno nawilżający preparat. Laseroterapia bowiem nieco wysusza naskórek. Warto też do codziennej pielęgnacji włączyć kosmetyki do cery naczynkowej z rutyną, wyciągiem z kasztanowca i witaminą C, które uelastycznią i wzmocnią ścianki naczyń krwionośnych. W opozycji do światła Nie wszyscy jednak mogą skorzystać ze "świetlnej" kuracji. Przeciwwskazaniem do poddania się laserowym zabiegom usuwania rozszerzonych naczynek są stany zapalne skóry, łojotok i trądzik, przyjmowanie leków fotouczulających (np. niektórych antybiotyków czy środków psychotropowych). Na cztery tygodnie przed planowanym seansem należy zrezygnować ze stosowania kremów i maseczek z retinolem oraz kwasami owocowymi, aby nie doszło do przebarwień, a także z opalania się (również w solarium), by uniknąć podrażnienia skóry. Lepiej także zrezygnować z wizyty w gabinecie medycyny estetycznej podczas miesiączki, ponieważ wtedy jesteśmy wrażliwsze na ból. |